StartBlogWyświetlenie artykułów z etykietą: wyprowadzanie psów

 

BLOG

 

Mikropiesek pod opieką petsiitera

Opublikowano w Blog środa, 21 październik 2015 10:33 0

Nasza Ania z wielką słabością do mikropiesków od czasu do czasu zostaje opiekunką psów nie przewyższających wzrostem kota. Jeden z jej ostatnich podopiecznych to Azul - szczeniak chihuahua , który wychodzi z nią na spacery i kilka razy w miesiącu przez kilka dni korzysta z wygód naszego psiego hotelu.

... wieczorem oglądają dr House'a

 

z pozdrowieniami
Monika Marciniak

 

Spacery z Limbo

Opublikowano w Blog wtorek, 10 luty 2015 14:55 0

Limbo jest nowym podopiecznym Ani, która wyprowadza go na spacery w Warszawie na Pradze. Jego właściciele mówią, że jest uparty, a on jest po prostu terierem i to nie byle jakim, ale Parson Russell Terrierem. Ma 1,5 roku i mnóstwo energii. Umie wykonywać różne polecenia, ale znakomicie radzi sobie  z interpretacją i wdrażaniem powiedzenia "co by tu zrobić, żeby się nie narobić".

Limbo prezentuje urok Hannibala Lectera, ale w rzeczywistości jest bardzo przyjaznym psem. Kaganiec to zabezpieczenie przed połykaniem kamyków i innych niejadalnych rzeczy. Na spacerach Ania nie zdejmowała go nawet do zdjęć, bo Limbo błyskawicznie wykorzystuje okazję do złapania i połknięcia śmiecia.

Na podstronie z referencjacmi, jest też opinia o opiece nad Limbo

 

Spacery z Rudą

Opublikowano w Blog czwartek, 29 styczeń 2015 16:18 0

Tym razem głos na Blogu oddaję naszej petsitterce Karolinie, która prowadzi Hotel dla Psów i opiekuje się zwierzakami w Warszawie na Białołęce.


"Ruda to młodziutka sunia wyżła węgierskiego. Akurat miałam się nią zaopiekować podczas pierwszej cieczki w jej życiu, kiedy to większość rodziny wyjechała na ferie. Bynajmniej jednak ta sucza przypadłość nie przeszkodziła jej w aktywnym spędzaniu czasu podczas codziennych godzinnych spacerów!

Zaczynałyśmy od spaceru po lesie, gdzie Ruda na długiej smyczy zamiast wiewiórek tropiła… potencjalnych adoratorów. Następnie na resztę spaceru udawałyśmy się pośpiesznie na pobliski wybieg dla piesków, by Ruda wyszalała się w zabawie z koleżankami. Na ogół po drodze wstępowałyśmy po Lily, moją samojedkę, która też miała wtedy pierwszą cieczkę – dziewczyny się dopasowały, chyba po przyjacielsku. Co prawda doprowadzić je obie razem na smyczach na wybieg to było wyzwanie, zwłaszcza na śliskiej powierzchni, gdyż zabawę zaczynały już po drodze, ale za to co to było za szaleństwo już na miejscu! Często na zabawę wpadały Schischa – owczarek szwajcarski – i Aira – mieszaniec amstaffa - było biało i odrobinę… rudo. Poza zabawą z suczkami ćwiczyłyśmy z Rudą aportowanie, podstawowe komendy i jej ulubioną zabawę: skoki wzwyż po piłeczkę lub kijek :)  "

Karolina

Opieka nad zwierzętami w Katowicach i Sosnowcu

Opublikowano w Blog poniedziałek, 12 maj 2014 06:30 0

Wielkimi krokami zbliża się moja przeprowadzka z Warszawy na Śląsk.

To dla nas duża zmiana i prywatnie i zawodowo. W Warszawie Ania i Asia niezmiennie opiekują się zwierzętami - i w tej kwestii nic się nie zmienia. Dodatkowo przejęły opiekę nad większością moich warszawskimi podopiecznymi, przez co grafik zrobił się ciasny.

Niektóre psiaki będące do tej pory pod naszą opieką przeszły pod opiekę zaprzyjaźnionego petsittera. Jolie - fantastyczna gordon seterka, o temperamencie podobnym do mojej Mumu, od dziś codziennie wyprowadzana jest na spacery przez Olę. Strasznie przykro rozstawać się z psiakiem, którego znam, widuję i wyprowadzam na spacer prawie codziennie od szczenięctwa. Razem przeszłyśmy babeszjozę i wywrotki w błoto, ale przede wszystkim spacerowałyśmy tropiąc ptaki, bawiąc się zabawkami i ucząc się zasad dobrego psiego wychowania.

W Katowicach i Sosnowcu zaczynam pracę od czerwca. Tak jak w Warszawie w zakres opieki nad zwierzętami będzie wchodziło przede wszystkim wyprowadzanie psów i opieka nad kotami. Możliwe będą także inne formy opieki w zależności od potrzeb właścicieli i zwierzaków.

Oprócz opieki nad psami i kotami będę rozwijała szkołę dla psów. Szkolenie psów i psie przedszkole będzie dostępne także w Katowicach i Sosnowcu (w Warszawie zajęcia przedszkola dla psów i kursy posłuszeństwa dla psów dorosłych prowadzi Asia). Przede mną mnóstwo planowania, organizowania i pracy na Śląsku. Wiem, że wszystko w Warszawie zostaje w zaufanych rękach Ani i Asi, dlatego cieszę się na nowe możliwości rozwoju Firmy i liczę na wiele satysfakcji i radości z kontaktów z właścicielami psów i kotów, oraz z ich podopiecznymi w Katowicach i Sosnowcu.

 

A to jeden z plusów przeprowadzki na Śląsk - widok z tarasu w naszym mieszkaniu na stawy i park. W Warszawie nasze okna wychodziły na ruchliwą ulicę, po której dzień i noc jeżdżą na sygnale karetki i policja :)

z pozdrowieniami
Monika

Spacery z Sancho

Opublikowano w Blog czwartek, 09 styczeń 2014 21:10 1

Zimno, wiatr, śnieg, deszcz, chmury. Styczeń to najtrudniejszy miesiąc na spacery z psem. (Czy ktoś mówił, że opieka nad zwierzętami to łatwa sprawa? :)) Stopy i dłonie zamarzają, lodowaty wiatr wciska się pod ubranie, śnieg z deszczem zacina prosto w twarz.  

Owczarek niemiecki Kabi i sarny w Warszawie

Opublikowano w Blog wtorek, 28 maj 2013 15:35 0

Od dwóch tygodni leje. A to dla petsittera oznacza kalosze, płaszcz przeciwdeszczowy i czapkę z daszkiem ... żeby woda nie płynęła po twarzy. Czyli gumowo-zielono. Kabiemu na spacerach się podoba, przeżywa wręcz fascynację - ciuchy pachną w końcu zupełnie jak gumowe zabawki.

Na spacerach pusto. Wszyscy siedzą w domach, a psy czekają na wyprowadzenie, aż "w końcu przestanie padać". Dla mnie i Kabiego idealnie, bo Kabi miewa uwagi odnośnie obecności w jego pobliżu niektórych psów. Szczególnym ograniczeniom podlegają swobody westików, husky, berneńczyków i owczarków niemieckich.

Inną zaletą deszczowej pogody i braku tłumu spacerowiczów, jest możliwość spotkania dzikich zwierząt w okolicach, które na co dzień są miejscem wyprowadzania psów.

Na "psiej łące" przy Lesie Kabackim, na której zwykle przy ładnej pogodzie we wczesno popołudniowych godzinach jest kilka - kilkanaście psów, były dziś sarny. Trawa jest tam teraz bardzo wysoka, więc Kabi zawąchany, z nosem w ziemi niczego nie zauważył. Ale sarny zauważyły mnie, zanim znieruchomiałam. Nie uciekły od razy, przyglądały się czujnie. Być może przez zielony płaszcz przeciwdeszczowy, mimo bliskiej odległości wcale mnie nie widziały. Z pewnością jednak czuły. Oddaliły się bez pośpiechu, zostawiając mnie i Kabiego samych w strugach deszczu.